AKTUALNOŚCI
dodano dnia: 2012-01-01
CZWARTY KRÓL
Gdy zapada zmrok, wnętrze konińskiej fary staje się zwykle już puste i ciche. Ale tego wieczoru było inaczej. Nadszedł dzień 6 stycznia 2012r. – uroczystość Trzech Króli. Tłum ludzi zamiera w oczekiwaniu na niezwykłą historię, która miała rozegrać się na ich oczach już za chwilę. Dorośli, młodzież, a nawet małe dzieci – wszyscy milkną w oczekiwaniu na to, co ma nastąpić. Gasną światła. Ciszę przerywają pierwsze dźwięki kolędy „Pomaluśku Józefie”. Jednocześnie strumień ciepłego światła skupia się na postaciach Maryi i Józefa idących w poszukiwaniu miejsca w Betlejem. Cichnie muzyka, światła przygasają, słychać głośne pukanie do drzwi. Drzwi otwiera zbudzony ze snu karczmarz, który z oburzeniem przepędza strudzonych wędrowców. Maryja i Józef idą więc dalej, szli długo i wytrwale, jednak Maryi nie starcza już sił na dalszą drogę.
I tak przy dźwiękach kolędy „Nie było miejsca dla Ciebie” dotarli do pustej groty, gdzie Maryja porodziła Syna. Śpiących nieopodal pasterzy zbudził nieziemski blask Gwiazdy Betlejemskiej i usłyszeli głos mówiący z nieba: „Nie bójcie się. Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu (…)”. Poszli więc pastuszkowie za głosem, który wskazał im miejsce narodzenia Syna Bożego. W tym samym czasie Gwiazdę ujrzeli też trzej mędrcy ze wschodu. Udali się i oni oddać Mu pokłon i dary: mirrę, kadzidło i złoto.
W tym momencie usłyszeliśmy coś, czego nikt nawet się nie spodziewał. Podobno Gwiazdę Betlejemską ujrzał i czwarty Król! On także jak ci trzej, których dobrze znamy, udał się w drogę, którą wskazywała mu Gwiazda. Zapragnął ofiarować Bożemu Synowi wszystko co miał, wszystko co w życiu zdobył. Symbolem jego czystego serca był rubin, który zawiesił na szyi i wyruszył przed siebie. Lecz jego droga do Jezusa nie była tak prosta i łatwa jak Kacpra, Melchiora i Baltazara. Już po chwili przekonaliśmy się, że przygody jakie napotkał na swojej drodze są niemal częścią rzeczywistości naszych czasów.
Szedł w pośpiechu, zatrzymał się więc w pewnym mieście, by dać odpoczynek strudzonemu ciału. W owym mieście na ulicy spotkał grupkę dzieci. Pochylił się nad nimi i zapytał: „Co wy tu robicie? Dlaczego jesteście takie brudne? Czemu nie jesteście w domu?”. W odpowiedzi posypały się coraz to smutniejsze ludzkie dramaty. Dzieci opowiedziały mu o swoich rodzicach, którzy piją, nie mają pracy ani pieniędzy, o domach, w których rządzi przemoc. Czwarty Król nie mógł w tej sytuacji wyruszyć w dalszą drogę. Czuł, że musi zostać i pomóc tym dzieciom i ich rodzicom. Dziesięć lat upłynęło zanim pomógł wybudować szkołę, szpital i znalazł pracę dla bezrobotnych. Dopiero, gdy w mieście zapanowała radość i spokój – postanowił wyruszyć dalej wierząc, że nic nie zatrzyma go w dalszej drodze ku Jezusowi. I tak wędrował przez kilka dni. Światła lamp długo podążały za kroczącym w ciemności czwartym Królem. Gdy dotarł on do kolejnego miasta, zapadła już ciemna noc. Nagle światło latarni przeszywa ciemność, a z mroku wyłania się młoda dziewczyna, który żąda od wędrowca pieniędzy, po czym osuwa się na ziemię. Czwarty Król próbuje jej pomóc, dowiedzieć się co jej jest. Szybko dowiaduje się, że dziewczyna jest narkomanką i jedyne, czego teraz potrzebuje to kolejna działka narkotyku. W sercu czwartego zrodziły się wątpliwości: jeśli ruszy w dalszą drogę – to tak, jakby pozwolił im się zabić; jeśli zostanie – po raz kolejny oddali się ten wyczekiwany moment spotkania z Synem Bożym.
I poświęcił kolejne dziesięć lat swojego życia niosąc pomoc i ratunek młodym ludziom, pomagał wyjść z nałogów. Stracił w tym mieście resztę swojego majątku. Jego trud nie został jednak doceniony. Ludzie mieli mu za złe, że wtrącił się w życie ich dzieci, wygnali go w łachmanach, bez środków do życia. Odszedł jak biedak tylko z rubinem zawieszonym na szyi i ogromną radością w sercu, bo uratował dość liczną grupę braci Chrystusa.
Mijał miasta i wioski, łąki, pola i lasy, prowadził go jasny blask Betlejemskiej Gwiazdy. Nic nie wskazywało na to, aby tym razem coś mogło go zatrzymać. Niedługo potem zobaczył jak grupka ludzi znęca się nad leżącym na ziemi człowiekiem. Próbując ratować bezbronnego już człowieka, sam został pobity i pokłuty nożem. Strażnik, który zjawił się na miejscu zdarzenia oskarżył czwartego Króla o zabicie człowieka. Karą było dziesięć lat więzienia. Kolejne dziesięć lat oddalające go od spotkania z Synem Bożym.
Gdy czas odbywania kary zbliżał się ku końcowi, Jezus rozpoczynał już swoją misję wyznaczoną mu przez Ojca. W murach kościoła zabrzmiała pieśń „Osiem błogosławieństw”. Są to pierwsze słowa słynnego „Kazania na górze” wygłoszonego przez Jezusa w Galilei, a zapisane zostały w Ewangelii Mateusza.
Kiedy król wyszedł na wolność nie był już tym dostojnym monarchą sprzed trzydziestu lat. Z rzeczy ziemskich nie miał już nic. Do Jerozolimy dotarł strudzony, obdarty i wychudzony. Nadal jednak wytrwale dążył do celu. Kiedy tak pytał ludzi, gdzie znajdzie pałac Syna Bożego, zobaczył jak prowadzą Go na śmierć. Tak! To On, Chrystus, Syn Boży! I zwątpił… bo jak to możliwe, że Ten, który miał dać nam życie wieczne jest prowadzony na śmierć?!
Nadszedł moment wyczekiwany od tak dawna. Moment spotkania czwartego Króla z Królem królów – Jezusem Chrystusem. Spojrzeli sobie w oczy i nie potrzeba było już słów. Czwarty Król wiedział już, że to wszystko co dobrego uczynił dla braci swoich – uczynił dla Niego, a cały trud i cierpienie cenniejsze są niż złoto i rubiny. Jedno Jego spojrzenie wlało w serce czwartego Króla spokój i radość.
Pamiętajmy, że historia czwartego Króla powinna być naszą historią, bo idąc do Jezusa powinniśmy ofiarować mu przede wszystkim nasz trud, cierpienie, nasze dobre uczynki i czyste serca.
Przedstawienie pt. "Czwarty Król" przygotowały dzieci i młodzież z naszej parafii pod kierunkiem ks. Piotra Jabłońskiego.
Materiał filmowy wyemitowany w TV Konin można obejrzeć pod adresem http://www.tvkonin.pl/index.php/konin-aktualosci/6947-konin-3-kroli-w-parafii-w-bartomieja
Zdjęcia z przedstawienia znalazły się w naszej galerii http://www.bartlomiej.konin.pl/pl/226/czwarty-krol
